Jak przedłużyć sobie sylwestra? Wystarczy pójść do Teatru Muzycznego w Gdyni na koncert sylwestrowy na bis. Tegoroczny sylwester w " Baduszkowej" przenosimy się do klimatów lat 60 i latynoamerykańskich. To był mój drugi koncert sylwestrowy na którym byłam i mam nadzieję, że nie ostatni. 



W porównaniu do zeszłego roku brakowała mi kilku głosów w solowych występach m.in. Tomka Więcka, który niestety w tej rewii nie występował, Krzyśka  Kowalskiego czy Tomka Gregora. Ci dwaj ostatni mieli swoje solowe wstawki, jednakże było to dla mnie trochę za mało.

"Bo mamy lata sześćdziesiąte"

W pierwszej części koncertu przeniosłam się w słodkie lata sześćdziesiąte. Ta część zaczęła się piosenką z najnowszej produkcji teatru "Hairspray" w wykonaniu Marcina Słabowskiego i Agaty Walczak. Tribute dla Danuty Baduszkowej i step Kuby Brucheisera, który był również konferansjerem w tej części, i zespołu do Raindrops keep falling on my head  po prostu wgniotło mnie w fotel. Dwa serduszka z Zimnej wojny można było usłyszeć  w trzech wersjach - Mai Gadzińskiej, folkowej zespołu i Kasi Wojasińskiej. Przy słuchaniu Mai i Kasi miałam ogromne ciary. Wojna domowa, big-beat i Czerwone Gitary to po prostu cudo. W tych składankach zespół brzmiał genialnie. Również  piosenka "Niedziela będzie dla nas" w wykonaniu duetu Oli Meller i Rafała Ostrowskiego była przecudna. I na koniec Krzysiek Wojciechowski w piosence Niemena " Dziwny jest ten świat".   Po prostu chapeau bas! W niektórych momentach słyszałam samego Niemena."Jesteśmy na wczasach" w wykonaniu Mateusza Deskiewicza polecam z całego serca, po prostu drugi Młynarski.




" Let's get loud"

Druga część to oczywiście klimaty latynoamerykańskie. Prowadziła je cudowna Ewa Walczak, znaczy Samantha. Zaczęła się ona od bardzo znanego motywu z filmu " 1491,  Conquest of paradise" ( 1491, Wyprawa do raju) -  In norni per ipe.  Było to idealne rozpoczęcie. Gdyby ktoś miał zmiar tłumaczyć ten tekst, to nie radziłabym, ponieważ jest on napisany w pseudo-łacinie, i jak to mówi samo tekstowo : Utwór jest w istocie wokalizą, która nie ma żadnego sensu w Znanych ludziom językach. Wg autora kompozycji powstała przy pomocy specjalnego programu wspomagającego kompozytora. Innym przykładem takiej wokalizy jest słynny utwór Pana Trololo (któremu władze ZSRR - cenzura - zakazała śpiewania o kowboju wracającym do domu, w wyniku czego zamiast treści piosenki została nic nie znacząca wokaliza). Podobne zabiegi dość często stosuje spora grupa kompozytorów (przykładem Yuki Kajiura). Tego akuratnie utworu Vangelisa nie powinno się tłumaczyć. Kasia Wojasińska przy "Let's get loud", oraz Sebastian Wisłocki przy " Wake me up before you " i " La copa de la vida" wymiatali. " Neh nah nah" w wykonaniu Karoliny Merdy, bomba totalna. Jak dla mnie piosenka idealnie pasowała do Karolki. Tak jak na " Karnawale w Rio" nie bawiłam się chyba nigdy. Ta petarda, która tam się działa powaliła mnie, a raczej wgniotła z wrażenia w fotel. Chłopaki w różowych strojach z odsłoniętymi klatami cudo. Widząc ich, a w szczególności Krzyśka Kowalskiego w tych strojach  to po prostu robiło mi się gorąco. Pamelo żegnaj w wykonaniu Doroty Kowalewskiej, Anny Andrzejewskiej i Andrzeja Śledzia jakoś mi nie przypadł do gustu, jak dla mnie najsłabsza piosenka tej rewii. Fakt faktem nie przepadam za Tercetem Egzotycznym i możliwe, że to właśnie rzutowało na mój negatywny odbiór tej piosenki, ale nie wiem. Finał to cekinowo-mieniące się show, które było jednym z wielu najlepszych momentów w całej rewii.






Podsumowując...

cała rewia była cudowna. Poszłabym na nią chociażby jeszcze jeden raz? Oczywiście, że tak. Kuba Brucheiser jako konferansjer części pierwszej cudowny, idealnie spisał się w tej roli. Ewa Walczak, wróć, Samantha rozwaliła system, podczas jej występów nie mogłam opanować śmiechu. Było miło zobaczyć na scenie pana Zbyszka Sikorę, który był przecudowny. No i oczywiście chłopaki w strojach, w których było widać klaty to był najgorętszy moment show. Kto nie był, niech naprawdę żałuje bo było warto pójść na to.





Brak komentarzy: